Co to jest WC Kici i czy na pewno powinniśmy uczyć kota korzystania z tego wynalazku?
To w zasadzie pierwszy wpis na blogu. Miałam rozpocząć zupełnie innym tematem .
Do tego wpisu zainspirowała mnie koleżanka, początkująca kociara, która zadzwoniła do mnie z radością w głosie, że znalazła taką super rzecz, że nie trzeba ani kuwety, ani piasku i ona to kupuje bo to jest super i czy ja to znam.
Pomyślałam sobie, że może warto jednak o tym napisać żeby więcej osób uświadomić, że kupowanie takiego czegoś i uczenie kota korzystania z tego nie jest najlepszym pomysłem.
No ale po kolei.
WC Kici – bo o tym mowa – to zestaw do nauki korzystania dla kota z naszej toalety.
Specjalna nakładka pozwalająca na załatwianie kotu swoich potrzeb w ludzkiej toalecie. W Internecie znajdziecie tego mnóstwo w różnych cenach i kolorach.
Tak naprawdę o WC Kici usłyszałam już dosyć dawno bo chyba z 10 lat temu kiedy nie byłam jeszcze behawiorystką. Wtedy pomyślałam sobie – „No proszę… Co to ludzie nie wymyślą”.
Pomysł średnio mi się spodobał, ale tematem nie zainteresowałam się bliżej bo nie miałam wtedy takiej potrzeby.
Teraz, kiedy mam dużo większą wiedzę na temat kocich potrzeb, mogę świadomie wypowiedzieć się na ten temat.
W zasadzie, szukając zalet takiego rozwiązania, znalazłam tylko jedną złożona zaletę.
Zaleta ta jest ściśle związana z wygodą samego opiekuna i na pewno nie jest zaletą dla naszego kota. Oczywiście producent tego typu wynalazku znajdzie Wam o wiele więcej zalet . Tylko, że nie każdy producent będzie kierował się dobrem Waszego kota, a raczej będzie kierował się bardziej chęcią zysku.
„Zaleta” ta polega na tym, że nie musisz kupować kuwety , żwirku, łopatki, nie musisz sprzątać regularnie kuwety, nie masz naokoło pełno żwirku, w który wdeptujesz. I to by było na tyle „ zalet”.
Pierwszą, i według mnie bardzo istotną wadą tego wynalazku, jest brak możliwości zakopywania odchodów przez kota.
Kopanie w piasku i zakopywanie odchodów jest jedną z ważniejszych potrzeb gatunkowych kota. Nie wiem, czy obserwujecie to u swoich kotów, ale u mnie sprzątniecie kuwet polegające na ich dokładnym umyciu i wsypaniu świeżego żwirku, powoduje taką radość moich kotów, że zastanawiam się czasami czy nie wykopią dziury w kuwetach, a kopanie w wykonaniu mojej tymczaski Milki to już mistrzostwo świata 🙂
Brak zapewnienia jednej z podstawowych kocich potrzeb może prowadzić do frustracji i stresu, które powodują problemy zdrowotne i behawioralne. A przecież tego nie chcemy.
Sam skok na toaletę może być niebezpieczny dla kota. Może się z niej ześlizgnąć, spaść a w najgorszym wypadku wpaść do toalety, bo akurat się zachwieje i straci równowagę. Taka pozycja jest niekomfortowa i nienaturalna dla kota.
Z wiekiem nasz kot nie będzie już tak sprawny i wskoczenie oraz utrzymanie równowagi i odpowiedniej pozycji na toalecie może być bardzo trudne a w pewnym wieku już niemożliwe.
I co wtedy? Późniejsze przestawienie kota, który większość życia załatwiał się na toalecie, na robienie tego w kuwecie może być bardzo trudne a nawet w pewnych sytuacjach niemożliwe.
Efekt? Kot sika w miejsca, gdzie nie powinien sikać.
Warto wspomnieć też o tym, że kot może mieć styczność z środkami chemicznymi, którymi czyścimy toaletę, co może być dla niego niebezpieczne.
Kluczowym dla mnie argumentem przeciw takiemu rozwiązaniu jest brak kontroli nad odchodami. Nie wiemy jak wygląda mocz kota, jakie kupy robi, trudniej nam zebrać materiał do badania. Sprzątając kuwetę i obserwując swojego kota, jak korzysta z niej, możemy w porę zaobserwować symptomy świadczące o tym, że dzieje się coś niedobrego np. wychodzenie i wchodzenie z kuwety bez oddania moczu, przechodzenie z jednej kuwety do drugiej, pozycja świadcząca o bólu przy oddawaniu moczu , biegunka, robaki w kupie i wiele innych.
Kot ma dużą cierpliwość do pomysłów swojego opiekuna i długo może ukrywać swoje niezadowolenie i dyskomfort związany z brakiem kuwety i żwirku. Ale i ta cierpliwość mu się skończy, a my możemy być zaskoczeni, co takiego się wydarzyło, że kot tak nagle zmienił swoje zachowanie.
Myślę, że przeważająca ilość wad takiego rozwiązania powinna skłonić świadomego opiekuna do zrezygnowania z wprowadzenia takiego wynalazku, a tych, co go posiadają, do jak najszybszego nauczenia kota załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych do kuwety, póki jeszcze jest na to czas 🙂
Cieszy mnie to , że większość opiekunów reaguje jednak pozytywnie na przedstawione argumenty i ważne jest dla nich to, żeby ich kot był zadowolony. Niestety jest też jeszcze duże grono ludzi, dla których potrzeby kota są mało ważne i żadne argumenty nie są w stanie ich przekonać, żeby zrezygnowali z czegoś co nie jest dobre dla ich kota.
P.S. Koleżanka dała się przekonać , że to rozwiązanie nie będzie odpowiednie dla jej mruczka 🙂
